30 czerwca jest dniem, w którym w wielu klubach na całym świecie zawodnikom kończą się kontrakty. Najczęściej jest to moment, w którym klub żegna się z piłkarzami, których obecność jest już niepotrzebna. Tak to wygląda w zdrowym klubie. Tekst jest jednak o Legii Warszawa. O organizacji, której od dłuższego czasu daleko do tego mistycznego „zdrowo prowadzonego klubu”. Udowadniają to ostatnie ruchy stołecznego klubu. O nich w tekście.
Nie jest tajemnicą, że Legia Warszawa ma problemy finansowe i w związku z nimi nie przedłużyła kontraktów z kilkoma ważnymi i kilkoma mniej istotnymi graczami. Legia pożegnała wielu zawodników: Kacpra Tobiasza (wolny zawodnik), Gabriela Kobylaka (GKS Katowice), Sergio Barcię (SC Braga), Artura Jędrzejczyka (wolny zawodnik), Patryka Kuna (Wisła Płock), Kacpra Urbańskiego (Górnik Zabrze), Jeana-Pierre’a Nsame (Pogoń Szczecin), Juergena Elitima (Bursaspor) czy Radovana Pankova (wolny zawodnik).
Niewielu spodziewało się jednak, że te problemy są aż tak poważne – z klubem tego samego dnia pożegnał się również szereg graczy, którzy mieli stanowić przyszłość klubu. Z klubem nie przedłużyło kontraktu kilku młodych absolwentów Akademii Legii. A to nie ma być koniec.
To w ogóle nie ma sensu
Tego, że Legia Warszawa pożegna się z ważnymi piłkarzami, można było się spodziewać. W końcu „Wojskowi” zaliczyli słaby sezon i to naturalne konsekwencje. Ze względu na postać Marka Papszuna było to jeszcze bardziej oczywiste – jest to w końcu trener, który lubi mieć wpływ na budowanie zespołu. I żeby nie było – docenić musimy to, że Legia w sumie pozbyła się znacznej większości piłkarzy, którzy byli dla klubu już pewnym problemem. Można nawet bronić odejścia takiego Nsame, który jednak jest narażony na kontuzje i swoje lata już ma. Ale powiedzmy sobie szczerze – Legia zdecydowanie się osłabia. Wzmocnień do tej pory niedużo.
Mimo wszystko, z tych odejść najbardziej boleć może pozbywanie się młodzieży. Legia Warszawa nie pozbywa się bowiem tylko teraźniejszości, ale i przyszłości. Piłkarzy, na których realnie można by było budować zespół, a później część z nich sprzedać za duże pieniądze. Robi to cała Polska, ale jednak nikt nie ma takiej łatwości w wypuszczaniu utalentowanych graczy, jak omawiany klub. Klub, który patrząc na możliwości, powinien być najbogatszym i największym w kraju. Rzeczywistość jest inna. Paniczne ratowanie budżetu dodatkowo to legitymizuje.
Tym bardziej oburza to wszystko, gdy patrzy się na to, że jednocześnie Legia decyduje się na przedłużenie kontraktów takich piłkarzy jak Kapustka czy Augustyniak. Graczy, którzy poza pojedynczymi momentami nie są raczej realną siłą tego składu. To nie jest sposób, w jaki powinien działać szanujący się klub. Tym bardziej Legia, co do której, pomimo „chudego okresu” w historii, oczekiwania są niezmienne – ogromne.
Rafał Augustyniak 2027+ 🤝 pic.twitter.com/SGusT5ok1C
— Legia Warszawa (@LegiaWarszawa) May 13, 2026
Legia Warszawa – zepsuty klub
Lech Poznań to organizacyjny sufit, do którego Legia nie ma szans dojść, jeżeli zarząd warszawskiego klubu ciągle będzie wyglądał tak, jak obecnie. Mówiąc szczerze, nie wiem, czy takie porównanie jest w ogóle zasadne. Dzisiaj powinniśmy oczekiwać od Legii przynajmniej stabilności, a nie dogonienia klubu, od którego jest bardzo, ale to bardzo daleko.
Jak to jest, że Legia Warszawa, mając jedną z najlepszych akademii w Polsce, przez ostatnie lata wypuszczała w świat tak małą liczbę graczy? Wśród dziesięciu rekordowych odejść z Warszawy są: Ernest Muci, Radosław Majecki, Jan Ziółkowski, Maxi Oyedele, Sebastian Szymański, Maik Nawrocki, Łukasz Fabiański, Ondrej Duda, Dawid Janczyk i Michał Karbownik.
Warto zaznaczyć, że wychowankami akademii są z tego zestawienia tylko niektórzy (Majecki, Ziółkowski, Szymański, Karbownik). To 4 na 10, z czego poza Ziółkowskim, ostatni opuścił stołeczny klub sześć lat temu. A w tym czasie zestawiany Lech zdołał sprzedać za granicę między innymi Jakuba Kamińskiego i Michała Skórasia. Żeby nie wspomnieć o tym, że odejście Karbownika odbywało się w podobnym czasie, co sprzedaż Modera czy Jóźwiaka – kolejnych wychowanków „Kolejorza”.
I to nie jest tak, że Legia nie potrafi szkolić. Ona przede wszystkim nie potrafi później poradzić sobie z rozwojem zawodnika. Było trochę sytuacji, w których szybko, bez odpowiedniej weryfikacji, wyrzucani z klubu byli kolejni młodzi zawodnicy. A następne kluby miały z nich już duże korzyści… finansowe czy sportowe. Szymon Włodarczyk, Ariel Mosór – to pierwsze przykłady z brzegu. Kolejni trenerzy albo nie dają piłkarzowi szans, albo dają je pojedyncze i oddają zawodnika przy najbliższej możliwej okazji. Za każdym razem działa to tak samo. A to nie sprzyja budowaniu tu „czegoś większego”.

Brak weryfikacji i do widzenia
Oto poprawiony fragment. Wprowadziłem drobne korekty interpunkcyjne i stylistyczne, aby zachować płynność czytanego tekstu:
Wraz z 30.06.2026 klub opuścili: Wojciech Banasik, Pascal Mozie, Jakub Adkonis oraz Igor Strzałek – aktywne „produkty” akademii Legii, z czego żaden z nich nie otrzymał realnej szansy na pokazanie się w pierwszej drużynie.
Strzałek otrzymał ich najwięcej, bo 585 minut. Warto jednak dodać, że rozłożyło się to na pięć lat od debiutu. Pozostali zaliczyli kolejno: 42 (Adkonis), 20 (Mozie) i okrągłe 0 minut (Banasik). Klub o nich dbał, a część z nich doczekała się wypożyczeń – niektórzy nawet udanych. Co jednak z tego, jeżeli w Legii panuje hierarchia, według której grają wciąż ci sami, wiekowi już zawodnicy? Istnieje tam obawa przed stawianiem na kogoś z mniejszym doświadczeniem. U praktycznie każdego kolejnego trenera, który tu przychodził, działo się to samo. Populizmem jest mówienie, że Legia Warszawa powinna stawiać na młodzież ponad wszystko.
Pascal Mozie odchodzi z Legii Warszawa
Środkowy pomocnik, 18-letni Pascal Mozie opuszcza stołeczny klub. Legia życzy powodzenia zawodnikowi w kolejnych etapach kariery.
Pascal Mozie zadebiutował w pierwszym zespole w maju ubiegłego roku. Wcześniej przez pięć lat trenował w… pic.twitter.com/U8wSq46rPv
— Akademia Legii (@Akademia_Legii) June 30, 2026
Trochę w tym racji jednak być może. Legia, która w wizji Dariusza Mioduskiego sprzed lat miała stać się „polską Benficą”, finalnie kompletnie od tego odchodzi, robiąc rokrocznie to samo… A wniosków brak. Wypuszczają za bezcen kolejne talenty, nie skupiając się priorytetowo na ich realnym rozwoju.
Jeszcze większe oburzenie budzi to, gdy spojrzy się na wyniki drużyny U19 Legii z poprzedniego sezonu. Doszła ona do 1/8 finału Młodzieżowej Ligi Mistrzów, a nie dość, że z tamtej kadry większą szansę na grę dostał jedynie Jan Leszczyński (który zresztą też ma odejść z klubu), to jeszcze kilka ważnych postaci tego historycznego sukcesu zostaje po prostu oddanych bez walki. Legia powinna podążać wzorem innych klubów, które dobrze promują swoich piłkarzy, a wykonuje ruchy, które za chwilę mogą wywołać protesty kibiców. Wielkie sukcesy młodych zawodników nie przełożyły się na nic – to chore.
***
W Ekstraklasie starszą kadrę od „Wojskowych” mają dziś jedynie GKS Katowice, Wisła Płock i Radomiak Radom. W tym klubie naprawdę wszystko wydaje się już rozpaczliwym wołaniem o pomoc. 15 mln zł – tyle miał wynosić dług klubu z Warszawy, jak ustalił „Przegląd Sportowy Onet”. Wszystko to konsekwencja nietrafionych przez lata inwestycji. Gorzej, że Legia Warszawa cierpi na tym nie tylko krótkoterminowo, ale i długofalowo. Traci ważnego zawodnika, rzadko wzmacnia się kimś, kto dodaje jakość, a później doprowadza to do najgorszego – pozbywania się talentów za nic lub za znacznie mniejsze pieniądze, niż wskazywałby na to ich potencjał.
Poza Moziem, Adkonisem, Banasikiem i Strzałkiem, klub może opuścić też wspomniany Jan Leszczyński – piłkarz, który jeszcze niedawno był określany talentem na miarę Jana Ziółkowskiego. Sytuację na rynku może wykorzystać Borussia Mönchengladbach, która chce ściągnąć go za 3 mln euro. Choć musimy przyznać, że kwota to niemała, realnie sprzedaż w tym momencie jest nierozsądna, mając na uwadze fakt, że w przyszłości można by było zarobić na nim znacznie więcej. Mało tego? Z klubu ma odejść również Oliwier Olewiński, którego zabrakło w kadrze na zgrupowanie w Herzogenaurach.
„Gladbach kupuje talent z Legii” – pisze „Kicker”, a ja uśmiecham się gorzko. Obrońca Jan Leszczyński (rocznik 2007) rozegrał zaledwie 181 minut na poziomie Ekstraklasy w 4 meczach!
2,5 miliona euro, czy 3 miliony pewnie coś znaczą w obecnej sytuacji Legii, ale to drobne na… pic.twitter.com/AGMSZ6ugeC— Roman Kołtoń (@KoltonRoman) July 1, 2026
Fakty są takie, że Legia Warszawa ma najgorszą kadrę od lat
Legia Warszawa nie ma dziś piłkarzy, co do których można mieć pewność, że po wejściu na boisko zagrają dobrze. Może poza Otto Hindrichem, ale to bramkarz. I nieważne, czy doliczymy do tego grona wyróżniających się Adamskiego czy Piątkowskiego (to kwestia subiektywna)… Takich zdecydowanie jest zbyt mało (to już fakt). Wygląda to niepokojąco i generalnie, jeżeli Marek Papszun nie wyciągnie z tym zespołem wyniku zdecydowanie ponad stan, drużyna będzie tylko podupadać.
Tak, Legia Warszawa jest w sytuacji, w której powinna zrobić więcej, niż wskazuje na to „papier”. Klub musi ratować się cudem – to mogłoby naprawić go przynajmniej na chwilę, a przynajmniej podtrzymać rozwój. Powinno być o to łatwiej, gdyż warszawiacy nie będą musieli łączyć rozgrywek krajowych z europejskimi, a piłkarze będą mieli więcej czasu na odpoczynek. Tak czy siak, osiągnięcie czegoś więcej będzie wyzwaniem – mamy tu na myśli oczywiście walkę o upragnione mistrzostwo. Mówiąc wprost: „góra” Markowi Papszunowi nie pomaga. Mimo sprzyjających okoliczności związanych z terminarzem, łatwo nie będzie. A sprzedaż młodych zawodników, którzy mogliby…